już chyba brakuje sił

Wszystko poszło na marne
Nie przyszedł czas zwycięstwa
Wszystko zniknęło w myślach
Nie przelało się marzenie marzenia
Na rzeczywistość mimo kroków
Twardych i prawdziwych
Postanowień i czynów
Nie przyszedł tryumf
 
Zagrany melodią oddech
Zdyszany od wysiłku
Na twarzy zapadnięte policzki
To wymiar to obraz sił
Tak skulony w myślach
Na starym już łożu
I pochłonięty ściskiem
W gardle uschłym
 
Znów myśli – od nowa?
Znów słowa – na przód!
Nie teraz jednak!
Tak dłużej nie można!
 

Praca

Wpada w oczy wiatr z papierosów

Szare światło i latająca mucha

Wydobywa dźwięk jedna kolumna dobra

Druga już tej muzyki nie wytrzymała

W pogoni za tym odległym lepszym światem

Moczę ręce w codziennej żmudnej pracy

Ktoś liczy koszty ja liczę zyski

Trochę jednak zbyt mało

Nijak serce ma się przyjaźnie

Nie wspiera odrzuca to trwoga

Gdyby nie rytm myśli i marzeń

Już dawno bym skonał

Czy warto sam pytam?

Nie powiem bo trudno bo musi

Wiem że samotnie się borykam

Muzyka

Cieszy się ciało i cieszy uśmiech

Na siedząco się zataczają

Nogi w ten rytm prosty

Z wokalem zmiennym

Melodia za melodią

Rozbrzmiewa i głosi

Kolejną historię

Ze snów z myśli i z marzeń

Na twarzy duma i skupienie

Słów w rytmie wrażeń

Opowiadają o miło ści

Mówią z tęsknotą

Lecz cicho radośnie

Wspominając oddech szybki

Gdy do ust zbliżały się usta

Gdy w oczy patrzyły oczy

Gdy łzy zastąpiły łzy

Nie ma żalu nie ma dni

Trwogi odeszły jak wiatr

Zasypianie

Płynie czas głęboko

Zadziorne sekundy penetrują mózg

Oczy wywracają się samoczynnie

Niczym kula tocząca się między ruchem magnesów  

 

Wiotkie stały się już nogi

Zasiadł cały rytm w ciele

Niebywały spokój gwałtownie zagląda

Uciszając świadomość wyłączając słuch

 

Odczucia dźwięki jakby w dalekim echo

Są głośne odchodzą wyraźnie i zgrzyt natężenie głosów i życia

Czasem podnosi ton zrywa strachliwie na nogi  

I choć ślepo i w bezruchu

To wytężony kawałek umysłu

Ulga

Ciążył kamień i w pierś wgniatał się

Pochylona postura od czasu długiego

I koncentracja jakże silna, trwała

Jakby odłączony od realiów i przed startem na zawodach

 

Aż do bólu i poszły na bok inne

Zajęcia, osoby, myśli

Z przesadą lecz w konieczności

Jak wypełnienie przysięgi żelaznej  

W obrębie schematycznej postaci Wzięty,

i zaraz ta postać oblicze zmienia

Ktoś - ona sama, obraz muszenia - zrzuciła

Swe obiecane, swe założone jednym cięciem ukazała  

 

Nasza Gwiazdka

Dziś gwiazdkowy dzień

Zawsze taki chcę

Gdzieś w oddali jest melodia

Płyną nuty płyną piękne słowa

 

Koncert życzeń kolęd

Każdy śpiewa z nas

I z radością dziś do stołu

Usiąść przyszedł czas

 

Wzajemne uściski i uśmiechy

Serdeczne życzenia ślemy

W radosnym nastroju

Wszyscy razem kolację zjemy

 

Po wieczornej uczcie

Sprawdzimy pod choinką

Czarem miłości ogarnięci

Stos z marzeń prezentów

 

Potem znowu zaśpiewamy

Kolędę o Jezusku

Mam wreszcie i wierzę!

Mam mam mam Co? – zapytasz Miłość mam!

Hehe – to powodzenia – powiesz Zapytam czemu tak?

Nic – tylko powodzenia!

Nie teraz na przypuszczenia

Pewność jest

Nie teraz na wątpliwości

Jest szczęście

Prosty rachunek słów i uczuć

Doszukiwać się błędów

Daremnie i bez sensu

Nie jak kiedyś złudnie

Nie jak kiedyś w marzeniach jedynie

Dotyki słowa spojrzenia

Inne takie prawdziwe

 

Własne serce słyszę

Słyszę oddech spokojny

Co sekundę tysiąc doznań

Kasztelan, Książęce już dawno was nie chcę!

Cześć Kasztelan cześć Książęce

Jak leci po długiej przerwie?

Całował się nie będę!

Wyglądacie dobrze i z kimś jak zawsze

Codziennie jesteście!

 

 

Patrzę tak tylko z boku na was

Wielu próbowało skusić waszym urokiem

Ja jedynie z uśmiechem i wspomnieniami

Ta miłość bolesna i brutalna dawno zgasła

 

Mogę powiedzieć że żałuję

Tych lat straconych z wami

Nawet ten humor to wielkie nic

Przez was wszystko mi odebrali

 

Ale to już koniec i nie powrócicie

Precz diable!

Ty głupi naiwniaku!

Myślałeś że pokonasz te wszystkie trudy!

Pokonasz pieniądza!

Wszechwładne narzędzia materialistów!

Ty głupcem jesteś!

Bo myślałeś że miłość zwalczy zmartwienia!

Że miłość doda sił i zniweluje problemy!

Ty głupcze łudziłeś się!

Że nagle zaniknie większość twoich spraw

Spraw które wciąż tylko mieszają w życiu

Zabierają szczęście i hamują wszystko!

 

Jesteś co najmniej niespełna rozumu!

Że tkwisz w przekonaniu iż nic nie zepsuje

Zbieram się

Zbieram się już i spakowałem kilka walizek

Tamte życie opuszczam i wyjeżdżam na stałe

Wreszcie wiem dokładnie gdzie mam być

Ciepło przyjęłaś mnie i zasłałaś łóżko

 

Tu jeszcze tylko kilka dni i kilka słów

Bo muszę dowidzenia powiedzieć iść

Jeszcze zostały te pamiętniki z tamtych dni

Nie będę ich brał nie chcę tych chwil  

 

Zostawię jedynie kilka fotografii

Bliskich dalekich i miłych

Opowiem na miejscu jak tutaj było

Gdy zapytasz gdy zechcesz posłuchać  

 

Strony